„Cierpienie przychodzi jak nieproszony gość z najmniej spodziewanej strony, w najmniej spodziewanym momencie i choćby cały dom otoczyć kolczastym płotem, a potem wykopać wokół niego szaniec…i tak przyjdzie”. Te  słowa św. Jan Paweł II kiedyś skierował do chorych. Rzeczywiście cierpienie często nas zaskakuje. Planowałem pracę, może budowę domu, szczęśliwe życie u boku moich bliskich. Do tego chciałem żyć wg przykazań. I przez cierpienie  nagle się wszystko  burzy. Dlaczego akurat to spotkało właśnie mnie? To niesprawiedliwe! Pojawia się bunt w sercu i nawet pretensje do Boga. Nieźle mnie Boże załatwiłeś. A przecież starałem się być dobrym człowiekiem. My się bardzo boimy cierpienia. To normalna reakcja naszej ludzkiej natury, która chce ocalić zdrowie i życie. Ból jest nieprzyjemny, cierpienie wywołuje w nas wielki stres i lęk. Pan Jezus to wszystko rozumie! Sam przecież był człowiekiem, który cierpiał. Choć ten Jezus cierpiący nie był atrakcyjny dla uczniów. Kiedy Nasz Pan wspomina o nadchodzącej męce to Piotr bierze Go na bok i mówi Mu: „Panie niech Cię Bóg broni. Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (Mt 16,22). Ten sam Piotr, który wcześniej mówił: „Ty jesteś Mesjasz Syn Boga żywego”(Mt 16,16) nie jest gotów zaakceptować Jezusa cierpiącego. Piotr chwilowo chciał połowy Chrystusa – Chrystusa Boga, a nie Chrystusa Odkupiciela, który cierpi na krzyżu. Może też jak św. Piotr buntujesz się i mówisz: Boże nie rozumiem tej sytuacji! Śmierć bliskiej osoby, choroba, brak środków do życia, wyrzucenie z pracy, doświadczanie niesprawiedliwości, wykorzystywanie przez innych, rany zadane innych. To wszystko mnie tak boli. Boje się o siebie i bliskich. Nie wiem jak dalej żyć. Daj mi Panie dziś jakieś słowo, które mnie pocieszy. Pragnę krzyczeć jak Twój Syn na krzyżu: Boże, Boże mój czemuś mnie opuścił? Niech pomocą w trudnych momentach będą słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty: Spójrz na Krzyż, a zobaczysz głowę Jezusa, pochyloną, by cię pocałować; Jego ramiona rozwarte, aby cię objąć; Jego serce otwarte, by cię przyjąć, by zamknąć cię w swojej miłości. Amen

Ks. Michał