Jest bardzo podstępny, niczym groźna choroba. Gwarantuje nam: nieprzespane noce, szybkie bicie serce, tysiące czarnych myśli z najgorszym scenariuszem. Chodzi o lęk. Tak często nie potrafimy się od niego uwolnić. Jesteśmy przerażeni tym, co czeka nas jutro. Jedyną osobą, która może nas z tego strachu uwolnić jest Jezus. On doskonale rozumie, że się czegoś boisz. Zresztą Jezus sam przeżywał lęk przed śmiercią. Kiedy spocony krwią ze strachu wołał w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich” (Łk 22,42). Popatrzmy, że wiele naszych lęków sami sobie produkujemy np. czekamy na wyniki badań to od razu kreślimy czarny scenariusz. Do tego wyszukujemy w internecie pewne informację u tzw. „dr Google” i sami sobie diagnozujemy chorobę. A czy nie warto w takiej czy innej sytuacji powiedzieć za św. Piotrem: Panie ratuj, bo ginę z lęku. Jestem przerażony. Pomóż mi. Zrobiłem co w mojej mocy. Resztę Ty załatw. Wiem z własnego doświadczenia, że to bardzo trudne. Czuć w chwili zwątpienia obecność samego Jezusa. I tak konkretnie Mu zaufać. Choć w głowie wiem, że ten Jezus jest ze mną, to w sercu dalej odczuwam strach. My wolimy brać sprawy we własne ręce zamiast powiedzieć: Jezu, przejdę to razem z Tobą. Cokolwiek się stanie, ja dalej Tobie będę ufać. Nie bój się. To słowo bardzo często pojawia się w Biblii. Słyszą to pasterze w noc Bożego Narodzenia, a wcześniej Maryja z ust Archanioła Gabriela. I w wielu innych miejscach Pisma Świętego spotykamy to zdanie. Najwyraźniej Bóg wie, że człowiek się boi. Popatrz dzisiaj na spokojną twarz Jezusa. On chce Ci powiedzieć: Odwagi! Nie bój się! (Mt 14,27) Ja zawsze jestem z Tobą. Jestem niezależnie od Twoich emocji i od tego co teraz czujesz. Bo, Jezus to ratownik, który chodzi po wodzie i nigdy Cię nie zostawi. Amen

Ks. Michał