Komunia św. jest wyraźnym przejawem Bożej miłości. Tylko rodzi się pytanie: Czy nasze serca przyjmują ją szczerze? Dla kogoś Msza Św. będzie obowiązkiem, rytuałem narzuconemu każdemu katolikowi. Być może jacyś ludzie patrzą na Eucharystię jak na zwykły kawałek chleba. Pamiętam, jak przygotowywałem dzieci do  I Komunii i później słyszałem z ust dziecka: dostanę opłatek do ust. Wówczas moim zadaniem było wzbudzenie wiary w tym małym dziecku, że to jest prawdziwy Bóg – tylko ukryty w małym kawałku chleba. Z drugiej strony czasem spotykamy się z sytuacją, że dorośli też nazywają Eucharystię opłatkiem. Warto więc  sobie zadać pytanie: Czy naprawdę wierzysz, że w tej małej hostii jest Jezus, który jest Twoim Bogiem? Święta hostia jest wyrazem tego jak Jezus Cię kocha. Nawet wtedy, gdy trudno Ci wierzyć w Jego obecność w Eucharystii. Chrystus chyba musiał znać powiedzenie: „Przez żołądek do serca”. Pierwszy Jego cud miał miejsce podczas imprezy, wesela w Kanie Galiliejskiej. Szybko nakarmił też kilka tysięcy ludzi podczas rozmnożenia chleba i ryb. Brał udział w obiadach i kolacjach przygotowywanych przez grzeszników, celników. A dzień przed swoja męką, w momencie największego bólu, zostawił nam pamiątkę swej obecności: Eucharystię. Przecież mógł powiedzieć do Apostołów: „Muszę iść odpocząć, jutro czeka mnie ciężki dzień, bo będę niósł krzyż i umrę na nim. A On tymczasem z miłości do mnie i do Ciebie ukrył się w małym chlebie – swoim świętym Ciele. Popatrzmy jak bardzo Bóg zaryzykował. Przecież przyjmując Jezusa może ktoś dokonać świętokradztwa. Przyjąć Komunię  Św. w stanie grzechu ciężkiego czy też znieważyć święte postacie eucharystyczne. Podjął to ryzyko, tylko dlatego, żeby słaby człowiek mógł tu ziemi mieć przedsmak nieba. I tak kiedy widzisz i przyjmujesz Jezusa w Najświętszym Sakramencie, Jego obecność nie jest umowna. Faktycznie widzisz, dotykasz, a nawet smakujesz Go. On jest Chlebem, który daje życie! Niech przykładem wiary w Jezusa obecnego pod postacią małego chleba będzie dla nas postawa św. Jana Pawła II. W 2004 nasz święty rodak ostatni raz uczestniczył w procesji Bożego Ciała. Był już wtedy bardzo schorowany. Ks. kard. Konrad Krajewski tak wspomina to wydarzenie: „W pewnym momencie papież powiedział  do mnie: „Chciałbym uklęknąć”. Ja mówię: „Ojcze Święty, ale ten samochód bardzo trzęsie…” (bo jechaliśmy na aucie-platformie). Nie wiedziałem, co powiedzieć. Ojciec Święty: „Aha”. Ale za chwilę znowu: „Chcę uklęknąć”. Ja: „To może na wysokości redemptorystów”.  Koło redemptorystów papież zwrócił się jeszcze raz stanowczo, troszkę podenerwowany: „Tam jest Najświętszy Sakrament”. Wtedy razem z abp. Marinim pomogliśmy mu uklęknąć. Ale dosłownie na parę sekund” (ks. kard Konrad Krajewski).

Dziś Boże Ciało. Z powodu epidemii wygląda trochę inaczej niż zwykle. Jednak Pan Jezus dalej chce nam przypomnieć o swojej świętej obecności w Eucharystii. Bo, z tej hostii płynie komunikat: Kocham Cię człowieku! Na koniec proponuje specjalną modlitwa (możną z nią przyjść na adorację czy też Eucharystię).

Najdroższy Jezu!

Hostia, którą przyjmuje podczas Mszy Św. albo adoruje w monstrancji nie jest tylko kawałkiem chleba. Jest Twoim Ciałem. To jesteś Ty Panie Jezus. Ile razy przyjmowałem Twoją obecność za  rzecz oczywistą? Wybacz mi, że nie zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że przybrałeś tak zwyczajną postać. To wszystko z miłości do mnie. Gdy zapraszasz mnie, bym się Toba karmił, pozostajesz Bogiem, niezwykle bliskim mojego słabego serca. Pomóż mi  przyjmować Ciebie z wiarą i zawsze z czystym sercem. Amen

Ks. Michał